|
Ignacy Krasicki List V o obowiazkach Obywatela do Antoniego Hrabiego Krasickiego
Wznoszę głos, póki rzeźwość głos wznosić pozwoli. Jednejśmy matki dzieci, a matka w niedoli. Ojczyzna — czcze nazwisko, kto cnoty nie czuje, Święte, dzielne, gdzie jeszcze podściwość panuje, Panuje tam, gdzie szczęścia los publiczny celem: Największy zaszczyt wolnych być obywatelem. Jam był, ty jeszcze jesteś. Roztrząśmy, mój bracie, Co ty z szacunkiem dzierżysz, ja płaczę po stracie.
Zygmunt Krasiński Przedświt, rozdział II (fragment)
My, zabitej matki dzieci, My, co nigdy nie widzieli, Jak się matki oko świeci I nad dzieckiem swym anieli; My z mogiły naszej rodem, Po niej wiecznie krwawym chodem Jak upiory stąpać musim!
Juliusz Słowacki Kordian Akt III, sc. VIII (fragment monologu Kordiana)
Ludzi znać nie chcę, lecz niech się obeznam Z ziemią, piastunką ludzi!... O! ty ziemio! Byłażeś dla mnie piastunką troskliwą? (po chwili ze wzgardą) Niech się rojami podli ludzie plemią, I niechaj plwają na matkę nieżywą, Nie będę z niémi! - Niechaj z ludzkich stadeł, Rodzą się ludziom przeciwne istoty, I świat nicują na złą stronę cnoty, Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł, Wróci się w łono Boga, niepodobny Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny! Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna! Nie będę z niemi! - Niech słowo ojczyzna, Zmaleje dźwiękiem do trzech liter cara (...)
Juliusz Słowacki Rozłączenie
Rozłączeni - lecz jedno o drugim pamięta; Pomiędzy nami lata biały gołąb smutku I nosi ciągłe wieści. Wiem, kiedy w ogródku, Wiem, kiedy płaczesz w cichej komnacie zamknięta;
Wiem, o jakiej godzinie wraca bolu fala, Wiem, jaka ci rozmowa ludzi łzę wyciska. Tyś mi widna jak gwiazda, co się tam zapala I łzę różową leje, i skrą siną błyska.
A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać, Znając twój dom - i drzewa ogrodu, i kwiaty, Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać, Między jakimi drzewy szukać białej szaty.
Ale ty próżno będziesz krajobrazy tworzyć, Osrebrzać je księżycem i promienić świtem: Nie wiesz, że trzeba niebo zwalić i położyć Pod oknami, i nazwać jeziora błękitem.
Potem jezioro z niebem dzielić na połowę, W dzień zasłoną gór jasnych, w nocy skał szafirem; Nie wiesz, jak włosem deszczu skałom wieńczyć głowę, Jak je widzieć w księżycu odkreślone kirem.
Bruno Jasieński Matki
Po zielonym ogrodzie, po pluszowych ścieżkach Chodzą jasne kobiety niezgrabne, jak gruszki, Mówią bajki o wróżce, która w sadzie mieszka, I gładzą wąską ręką, napęczniałe brzuszki.
Wiatr zaprasza nasturcje w aksamitny kołys. Po rowerach rosną kwiatki bratki, niezabudki, Jutro będzie stu malców wesołych i gołych Ciągnęło ociężałe, mlekiem słodkie sutki.
Kiedy słońce w arteriach przelewa się żmudnie, Ciała kobiet są słodkie jak dojrzałe dynie. Po zielonym ogrodzie w słoneczne południe Chadzają chrystusowe białe gospodynie.
Stanisław Jachowicz Andzia
Nie rusz, Andziu, tego kwiatka. Róża kole - rzekła matka. Andzia mamy nie słuchała, Ukłuła się i płakała.
Leopold Staff Ojczyzno nasza
Ojczyzno nasza, Matko bolesna! Spełniona czasza Łez i bezkresna Męka stuleci, Która cię truła! Nad tobą świeci Wolna kopuła!
Twe święte serce, Gdzie wbite siłą Przez trójmordercę Siedm mieczy tkwiło, Na lud twój, który U stóp ci klęczy, Zlewa dziś z góry Siedem barw tęczy...
Krzysztof Kamil Baczyński Matko, nie ma już dni...
Matko, nie ma już dni, które nas rozdzielą, Choć upiór dnia stoi w oknie i czeka, Nie doścignie nas nikt na drodze dalszej od śmierci, Nie odnajdzie nas nikt, bo droga nasza za daleka.
Krzysztof Kamil Baczyński Elegia o chłopcu polskim
Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą, haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią, malowali krajobrazy w żółe ściegi pożóg, wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć, gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami. Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg, przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc, i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło. Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką. Czy to była kula, synku, czy to serce pękło? 20 III 1944 r.
Anna Kamieńska Matce ks. Jerzego Popiełuszki
Żeby nie był odchodził z domu żeby nie miała tej łaski być matką kapłana siedzieć ważnie na prymicjach teraz nie szumiałoby radio Popiełuszko Popiełuszko jakby kto siał popiół po całym świecie a taki był a taki prawdomówny że tego nie wypowie bezradność matczyna utopili mi go pięknego świętego w szlamie rzeki Wolałaby dziś nie być tą Polką struchlałą jak Maryja pod krzyżem wolałaby pochować w białostockim piaseczku.
Tłoczymy się dzisiaj przy jej sercu a jej ręce leżą ciężko jak dwa kamienie I jak ja teraz pójdę po wodę do studni i jak kurom sypnę ziarna piszą do mnie biskupi doktorzy nie dla mnie te cierpiętliwe honory ja jestem prosty ból do samego nieba.
31 października 1984 r.
Ignacy Witkiewicz w spektaklu “Matka”
Ja byłam kiedyś piękna, młoda, Ja miałam duszę, a nawet ciało, Wszystkiego dla mnie było mało. A teraz nic nie zostało! Co za szkoda! Co za szkoda!
|